Moja poranna pielęgnacja twarzy | ZIMA 2016/2017


Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad tym, aby ten post stworzyć.
Zawsze z ciekawością śledziłam na innych blogach wpisy o tej tematyce; często czerpiąc wiedzę na temat produktów, które miałam w planach wypróbować. Zdarzało się tak, że później już nie chciałam, albo... chciałam jeszcze bardziej ;)


Swoją poranna rutynę zaczynam od mycia twarzy emulsją micelarną Cetaphil.
Delikatny płyn, bardzo przyjemny dla skóry. Nie podrażnia w żaden sposób, nie zapycha.
Nie jest najlepszy podczas demakijażu twarzy wieczorem, ale podczas porannego obrządku jest idealny. Jest to dermokosmetyk skierowany dla skór wrażliwych i alergicznych, można też myć nim całe ciało. Ja jestem zadowolona- nie jest to moje pierwsze opakowanie, na pewno nie ostatnie :)


Kolejnym krokiem jest tonizowanie. W listopadzie pojawił się u mnie tonik złuszczający od Clinique.
Pisałam o nim w ulubieńcach grudnia 2016. Jest to nieodłączny punkt programu rano i wieczorem.
Tonik utrzymuje moją twarz w ryzach: przestała się przetłuszczać, mam mniej niespodzianek podskórnych, struktura naskórka po pierwszym etapie złuszczenia widocznie się poprawiła.


Co dalej? Następny produkt od Clinique- emulsja nawilżająca. O niej również pisałam w ulubieńcach grudnia, więc jeśli chcecie się więcej dowiedzieć- zajrzyjcie tutaj.
Jest to kosmetyk, który znacząco poprawia działanie kolejnego kroku aplikowanego na twarz.


Tym kolejnym produktem jest serum. W mojej pielęgnacji nie może zabraknąć tego kroku, a jeśli jest jeszcze z witaminą C- sięgam chętniej. W Rossmannie kupiłam produkt marki Ava. Aktywator Młodości- rzekomo ;) serum wchłania się natychmiastowo, nie ma zapachu, aplikacja pipetą jest wygodna. Serum wgniatam w twarz, nie rozsmarowuję. Nie widzę spektakularnych zmian, ale cierpliwie poczekam do końca buteleczki, a wtedy ... będzie denko i szybka recenzja ;) póki co- najważniejszym faktem jest, że nie robi krzywdy, nie zapycha i nie uczula.


Po tym zabiegu ugniatania twarzy ( ;) ), nakładam krem na dzień.
Obecnie w moim kuferku jest to krem RedBlocker. Nie wspominałam o nim wcześniej, bo jakoś nie powala mnie na kolana, aczkolwiek nie jest też zły. Dlaczego mimo to używam? Nie należę do osób, którą wyrzucają nie skończone kosmetyki. Biorąc pod uwagę, że nie nie szkodzi mi w żaden sposób- cierpliwie używam. Są też trzy inne powody: pierwszy- ma filtr SPF15, drugi- ma zielony pigment, który optycznie, lekko zmniejsza zaczerwienienia i trzeci- moja Mama ma cerę naczynkową, sama zauważam podobieństwo mojej skóry do skóry Mamy, dlatego już asekuracyjnie chciałabym troszkę tę moją cerę uprzedzić ;)


Nie można zapomnieć o pielęgnacji skóry wokół oczu.
W moim przypadku bywa z tym różnie. Kiedy potrzebuję nałożyć coś, co się szybko wchłonie, sięgam po żel LaRochePosay z lini Hydraphase. Produkt wchłania się momentalnie, zaraz po aplikacji mogę robić makijaż.
Jeśli jednak mam dzień, kiedy nie muszę nakładać makijażu na twarz- sięgam po olejek z pestek winogron od NACOMI. To również jest ulubieniec grudnia 2016.
Wklepuję od zewnątrz do wewnątrz i dookoła oka.

Czu o czymś zapomniałam? Raczej nie :)
Nie wspomniałam o maseczkach, peelingach itp. Ale tego nie używam codziennie rano :)
Jeśli jesteście ciekawe, jakie maseczki oraz inne "gościnne" produkty używam- sprawdźcie moje recenzje.

A jak u Was w tym temacie? Stosujecie metodę wielu kroków, czy raczej wolicie proste rozwiązania? 

Pozdrawiam, An.


1 Komentarze

Prześlij komentarz

Sprawdź!