BeGlossy LUTY 2017 | Biżej Natury



Swoje pudełko dostałam w czwartek, jednak w rytmie ostatnich dni nie jestem w stanie być na bieżąco. Nadrabiam zaległość i przedstawiam Wam zawartość najnowszego pudełka beGlossy :)



Ogólne wrażenia są bardzo dobre. Każdy produkt, który znalazł się w pudełku, jest przeze mnie "pożądany". Chodzi mi przede wszystkim o to, że rodzaj kosmetyku i jego przeznaczenie jest na tyle uniwersalne, że z chęcią zacznę go używać- bez zastanawiania się przez kilka dni, czy mam na to ochotę :) mam nadzieję, że wiecie o czym piszę :)

Lećmy z tym!



Mgiełka do twarzy jest zawsze mile widzianym gościem w mojej łazience. Jeśli jeszcze dodamy do tego tonizujące właściwości- jestem bardzo zachęcona. Z pierwszego wrażenia mogę zdradzić, że atomizer rozprasza delikatną mgiełkę produktu, a zapach jest przyjemny. Lubię zapach róży, więc nie wybrzydzam :)


Peelingi również są produktem, który zawsze zużyję i nie będę narzekać na ich obecność w pudełkach beGlossy ;) Ten konkretny peeling jest o naturalnym składzie- zawiera masło Shea, olej macadamia, olej kokosowy i olejek pomarańczowy. Jest stworzony na bazie cukru. Pachnie bardzo ładnie. Już stoi pod prysznicem ;)


Balsam do ciała z masłem Shea o wspaniałym zapachu, bardzo kobiecym- czarnej orchidei. Właściwości tych maseł z Organique już znam i wiem, że nie będę zawiedziona. Jestem na tak i z ogromną przyjemnością zacznę się nim smarować :)


Miniatury produktów marki Uriage- taki podobny zestaw w pudełku beGlossy już był, ale to nie znaczy, że to jest jakiś zarzut! Biorąc pod uwagę, że jestem fanką wody termalnej Uriage, z sympatią przyjmuję wszelkie dobroci tej firmy :) Tutaj: aktywnie nawilżający krem Eau Thermale oraz krem Roseliane Riche do pielęgnacji skóry wrażliwej, skłonnej do zaczerwienień. Zużyję z pewnością.


Wiosna za pasem, lato coraz bliżej, więc kosmetycznie trzeba się też przygotować ;) Preparat antycellulitowy z efektem chłodzenia. Raczej nie jestem fanką takich produktów, ale... moim udkom nie zaszkodzi ;)


O tych maseczkach jest głośno na Instagramie i innych YouTubach. Widziałam na półkach w Rossmannie, ale jakoś nie sięgałam po nie, ponieważ w moich zapasach mam jeszcze maski oczyszczające na bazie glinek. Teraz mam ich więcej :) dwie saszetki: z glinką zieloną i czarną. Jeszcze ich nie otworzyłam, ale ich czas jeszcze przyjdzie.


Dodatkowo, w każdym chyba pudełku znalazła się próbka kremu z marki Vianek.
Ogrom próbek w zapasach plus ta jedna- bez różnicy :) Może kiedyś... ;)

Przerobiliśmy wszytko.
Co myślicie?
Subskrybujecie jakieś BeautyBoxy?

An.

Post a Comment

Sprawdź!