Luty w pełni, a styczeń niepodsumowany... :)
Nadrabiam zaległość i przedstawiam Wam moich ulubieńców poprzedniego miesiąca.
Jest ich niewiele- jak zawsze u mnie.
Ulubieńcy stycznia! Oto oni:
Tym razem zacznę nietypowo, bo od perfum.
Zdarzało mi się pisać o perfumach osobne posty, ale dziś stwierdzam, że nie ma się co bawić w drobne- idźmy za ciosem ;)
Yves Saint Laurent- Black Opium. Zapach, który się kocha, albo nienawidzi :)
Bardzo słodki, bardzo intensywny, zmysłowy, kobiecy. Woda perfumowana jest bardzo trwała.
Dalej: kolorówka!
Golden Rose zdominowała ten post :)
Cień w kredce kolor 01 oraz błyszczyk w kolorze 09.
Najlepiej pracuje się z nią zaraz po nałożeniu. Piękny, złoty kolor, wygląda cudownie na całej powiecie. Klasyka i elegancja, a do tego trwałość- jestem zakochana :)
Błyszczyk do ust miał już swoje złote czasy na blogosferze :) Ja oczywiście jestem spóźniona, a jakby inaczej :) Kupiłam przypadkiem i przepadłam. Cały czas mam ją przy sobie, mam manię smarowania ust tym produktem :) Ponadto jest niesamowicie komfortowy i trwały (jak na błyszczyk).
Wiem, że teraz jest mania na produkty matowe, ale ja zdecydowanie odeszłam od tego typu wykończenia i wracam pokornie do produktów o wykończeniach bardziej naturalnych.
Kolejnym produktem marki Golden Rose jest odżywka Black Diamond.
Od długich miesięcy używam tego produktu, ale nie pamiętam abym o nim wspominała :)
Odżywkę nakładam zawsze pod lakier kolorowy. Jest to u mnie niejako baza ochronna.
Kiedyś używałam odżywkę Eveline 8w1, ale to zniszczyło mi płytkę paznokcia dostrzętnie.
Zamieniłam na Golden Rose i jest lepiej. O niebo lepiej.
Kupuje opakowanie za opakowaniem i nie przestanę :)
Mgiełka z Inglota- tego cuda nie trzeba przedstawiać! :)
W kosmetyczce mam Mac Fix+, ale jakoś nie mam ochoty go używać, bo przecież jest ten różowy, magiczny przyjemniaczek :) Cudownie scala makijaż, ściąga pudrowość po wykończeniu makijażu.
Czasami też psikam produkt na twarz przed makijażem, jeżeli nakładałam pielęgnację wcześniej.
Na koniec został nam produkt do włosów.
Elseve- olejek w kremie.
Produkt bardzo ładnie pachnie, perfumowo ;) używam zawsze na umyte, mokre włosy. Wgniatam niemalże ten krem, rozczesuję włosy palcami i oddaje do suszenia :) Całkiem zacnie się to sprawdza. Właściwie to produkt sięga dna, a ja dopiero o nim mówię... Także ten- chyba kupię ponownie :)
...
Znacie coś z mojej listy?
Wiem, że u mnie zawsze jest ubogo, ale przecież wybierać należy najlepszych :)
Pozdrawiam, A.












Chętnie kiedyś wypróbuję ten olejek w kremie :)
OdpowiedzUsuńPrześlij komentarz