Początek miesiąca powitaliśmy w Beskidach Śląskich, w małej mieścinie Brenna. Tam odpoczywaliśmy, łapaliśmy oddech od miasta, słuchaliśmy tylko odgłosów natury. Spędziliśmy tam 4 dni razem z Beneczkiem i dwojgiem znajomych. Było pięknie! Polecam miejscówę, blisko Ustronia, Wisły i Szczyrku - wszędzie ok. 20min. jazdy samochodem, jeśli potrzebujecie wrócić choć na chwilę do ludzi ;)
Pierwszy raz odważyłam się też pójść na depilację nóg woskiem... Ok. nie całych nóg, a tylko łydek i kolan - wiadomo - najmniej bolące partie na początek ;) zawitałam do Instytutu Urody YASUMI i przyznam, że byłam bardzo mile zaskoczona. Osoba wykonująca zabieg była bardzo uprzejma i delikatna. Efekt jest bardzo zadowalający, mija 3 tydzień i dopiero zaczynam myśleć o powtórzeniu.
Przebieg woskowania był odczuwalny, ale nie nazwałabym go bolesnym. Przez dwa dni po zabiegu miałam czerwone kropeczki w miejscach po wyrwanych włoskach, to tyle.
Idąc za ciosem, będąc na woskowaniu, umówiłam się na zabieg oksybrazji na twarz. O dżizusie! Jakie to było przyjemne i odprężające! Oksybrazja, inaczej peeling tlenowo-wodny - idealny w okresie letnim. Bardzo zachęcam Was z zapoznaniem się opisem na stronie Yasumi - warto poczuć tę gładkość, nawilżenie i oczyszczenie skóry. Ja na pewno jeszcze się skuszę nie raz ;)
Kiedy zaczęło być głośno o filmie BARBIE myślałam sobie, że zdecydowanie nie pójdę do kina ka kreskówkę... myliłam się tak bardzo! :) Poszłam, zobaczyłam i uważam, że film jest dobry. Ma niedociągnięcia, czasami mam wrażenie, że reżyserka przekombinowała, a czasami jest zbyt ostrożna - mimo wszystko film jest ok i polecam wybrać się z koleżankami na seans, po którym na pewno wyjdziecie z uśmiechem na ustach :)
W końcu też skierowałam swe dłonie w stronę książek Katarzyny Puzyńskiej. Saga o Lipowie właśnie doczekała się ekranizacji i niebawem, bo już w sierpniu, ukaże się serial na platformie playera. Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam, ale ostatecznie dołączyłam do grona fanów - Puzyńska pisze lekko, a zarazem dosadnie. Miesza wątki, wodzi czytelnika za noc, aż w końcu dostajemy zakończenie, którego się nie spodziewaliśmy. Skończyłam pierwszą część("Motylek"), wkrótce skończę drugą ("Więcej czerwieni"), a na półce czekają kolejne dwie kontynuacje... Tak, jestem z tych co lubią wąchać zapachy książek, a nie czytnika ;)
Serialowo działa się niewiele. Skończyliśmy Ted'a Lasso - bardzo pozytywna historia zamknięta w 3. sezonach, idealna na nieco gorszy nastrój. Ładne obrazki, dobre dialogi, ale przede wszystkich podnosząca na duchu fabuła. Niech football'owa atmosfera Was nie zmyli, wszystko jest git, nawert dla ludzi nielubujących się w tej dyscyplinie sportu ;) Bardzo odprężający czas przed telewizorem. Serial dostępny na AppleTV.
Dodatkowo śledzę drugi sezon "And just like that...". Nowe odcinki pojawiają się w czwartki na HBO. Nie jestem urzeczoną fanką, ale zawsze to jakiś babski kontent ;) Nie raz i nie dwa czułam się nieco zażenowana podczas seansu jakiegoś odcinka, nie raz i nie dwa stwierdzałam, że fabuła jest stworzona w punkt na te czasy... nie wiem, nie wiem - oglądam z sentymentu do "Sexu w wielkim mieście".
Poza tym wszystkim, lipiec to miesiąc naszej rocznicy ślubu z R. (dokładnie 3. rocznicy). Ale to, co była bardzo miłe i wspominam z uśmiechem na twarzy, to nasze wspólne rowerowe wycieczki. W końcu udało się skompletować sprzęt i razem wybierać się na wojaże jednośladami. Lipiec rowerem stał! :)
Co u Was?
Jak minął Wam letni lipcowy czas?
A.









Fajne podsumowanie lipca ♥ Kiedyś może też skuszę się obejrzeć ten film Barbie ♥ Pozdrawiam ♥
OdpowiedzUsuńpolecam, nawet jeśli Ci się nie spodoba, to przynajmniej wyrobisz sobie własne zdanie do dyskusji :) ja doceniam bardzo każdego, kto ma inne wrażenia niż ja :)
UsuńPrześlij komentarz