Paznokciowa rutyna - PONADCZASOWA PROSTOTA z Essie

Witajcie!

Dziś na blogu o paznokciach. A właściwie szybka informacja o tym, jak ja mam w zwyczaju stylizować swoje paznokcie. Nie będę ukrywać, że jestem osobą, która lubi uniwersalność pod każdym względem. 

Jeśli chodzi o pazury- moje są naturalne i dbam o nie sama.


Niestety, nie mam możliwości takiej, aby pokazać Wam krok po kroku, jak uzyskuję pożądany efekt, ale jak same wiecie- piłowanie płytki paznokcia na konkretny kształt, to niezbyt ciekawe zajęcie ;)
Poza tym- każda z Was ma swój sposób na to- ważne, abyście same były zadowolone.

Wiem, że teraz jest istny szał na tzw.: hybrydy. Ale... Ja w tym przypadku jestem tradycjonalistką ;) Moje paznokcie są dość słabe i łamliwe- obawiam się, że hybrydy mogłyby je zniszczyć jeszcze bardziej, a tego nie chcę.

Wracając, mam stałą i niezmienną kolejność w pielęgnacji i stylizacji swoich paznokci.

KROK 1: skórki


Do odsuwania skórek używam żelu Sally Hansen oraz patyczków Inglot.
Następnie pokrywam je serum z keratyną i miodem z firmy Wibo.
Serum nie wchłania się, ja wmasowuję je w skórki, czekam, a następnie zmywam pod bieżącą wodą.

KROK 2: odżywka/ baza



W moim przypadku świetnie sprawdza się odżywka z firmy Goldem Rose. Produkt nie zawiera formaldehydu i nie powoduje u mnie niszczenia płytki paznokcia. (jak miała to w zwyczaju odżywka Eveline 8in1) Odżywkę traktuję też każdorazowo jako bazę pod lakier.

KROK 3: kolor + gadżety



Przeważnie wybieram kolory stonowane- beże, szarości, blade róże, itp. Rzadko zdarza mi się na dłoniach mieć ciemne kolory- choć lubię czerwienie, czasami "zaszaleję" :)
Tutaj akurat użyłam dwie warstwy lakieru firmy Essie w kolorze Nice Is Nice, nr 38.
Dodatkowo, na wybrane paznokcie, dodałam małe okrągłe dżety. Swój zestaw posiadam z firmy Avon (nie wiem, czy są jeszcze dostępne...). Do ich aplikacji używam zwykłej pęsety.
WAŻNE: czekam z aplikacją tych maleństw, aż lakier lekko przyschnie.

KROK 4: topcoat


Moim ulubionym lakierem nawierzchniowym jest ten oto gagatek z firmy Sally Hansen.
Pokryte nim paznokcie mają blask, jakiego nie da Wam lakier samodzielnie nałożony.
Poza tym: bardzo szybko "związuję" się z lakierem- paznokcie są szybciej wysuszone. W moim przypadku po około 10min. mogę zapomnieć, że mam świeże pazury :)

Całość trzyma się u mnie od 4 do 6 dni.
Całkiem nieźle- same przyznajcie ;)


Jak Wam się podoba?
Mi bardzo!

- Ana

2 Komentarze

  1. Super! Bardzo lubię taki manicure :) ja niestety często zapominam o pielęgnacji skórek i widzę tego efekty :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi się też nie chce tym zajmować, ale warto :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Sprawdź!