Podsumujmy razem luty!
Tym razem sama kolorówka, niestety (albo i stety) moja pielęgnacja od kilku miesięcy jest sprawdzona i niezmienna. Żadnych nowości, nuda :)
W kolorówce natomiast króluje blask i rozświetlenie. Wiosna dopiero przyjdzie, ale dlaczego mamy czekać w cieniu? ;) Zobaczcie sami!
Cztery perełki, moi ulubieńcy lutego, nie mogło być inaczej...
Nie owijajmy w słowa, nie zwlekajmy- zobaczmy ich z bliska.
Znana wszystkim, sfotografowana ze wszystkich stron na Instagramie, baza pod makijaż marki Bielenda- wersja różowa, poprawiająca koloryt cery.
Różowe perełki zamknięte w szklanej buteleczce, zanurzone w żelowym płynie.
Dozownik rozbija kapsułki zawieszone w żelu i na zewnątrz wypływa kosmetyk, który bardzo ładnie pachnie. Baza pięknie rozświetla i nadaje cerze promienny blask. Makijaż utrzymuje się zaskakująco poprawnie ;) piszę o tym w ten sposób, bo czytałam, że podkład na tej bazie szybciej się świeci, ciastkuje, a nawet waży. Ja osobiście nie zauważam takiej zależności- być może to zasługa mojej aktualnej pielęgnacji (tutaj), która ograniczyła zdecydowanie świecenie się mojej cery :) plus za to, że nie zapycha moich porów!
![]() |
| po roztarciu bazy i odczekaniu kilku minut |
Kiedyś miałam już ten podkład- lubiłam go, ale w zapasach mam tyle podobnych produktów, że po skończeniu opakowania nie odkupowałam go ponownie.
Kilkanaście tygodni temu zaczęło być głośno o tym samym podkładzie, jednak z nową szatą graficzną i przede wszystkim: nową formułą.
Na promocji w Rossmannie sięgnęłam po ostatnią sztukę w najjaśniejszym kolorze- 51 Light Vanilla.
Podkład o żółtym odcieniu, jasny- jednak nie tak, jakbyśmy chciały :) Mam wrażenie, że wcześniejsza wersja była jaśniejsza. A z pewnością bardziej beżowa, aniżeli żółta tak, jak ta obecna. W konsystencji jest przyjemny, o satynowym wykończeniu. Producent zapewnia o kompleksie witamin C, E oraz B5. Dla mnie najważniejsze jest to, że ładnie wygląda na twarzy nawet po 12godzinach pracy. Nie zapycha porów, aplikowany gąbką typu BeautyBlender wygląda fenomenalnie.
Coś, o czym pisałam w poprzednim poście, jest prawdziwą ślicznotką dla wszystkich sikorek kosmetycznych.
Puder rozświetlający od MySecret w kolorze Sparkling Beige.
Do mojej recenzji zapraszam tutaj, a poniżej szybki podgląd na ten nienachalny blask :)
Ostatnim wyróżnionym produktem jest mały, zupełnie niepozorny, wydawałoby się: zwyklaczek :)
Nic bardziej mylnego! Eyeliner od Golden Rose (nr 102), piękny czarny liner z ogromem połyskujących drobinek. To zawsze pięknie wygląda na oku, zawsze przyciąga wzrok. Osobiście używam go samodzielnie, bez kolorowego makijażu na powiekach, bez zbędnych innych rzeczy- ten cudak robi całą robotę. Do tego szminka, w obojętnie jakim kolorze, i jest pomalowane :)
Cóż.. To wszystko.
Krótka lista, ale jakże pięknie jasna ;)
W najbliższym czasie nie zamierzam odstawić tych cudownych produktów, więc nie wiem, oczym będę pisała za miesiąc ;)
Co u Was?
Pozdr., Ana

















Puder rozświetlający od MySecret widziałam już na wielu blogach wśród ulubieńców:)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ten puder rozświetlający :)
OdpowiedzUsuńPrześlij komentarz