Dziś poważnie, bo i sytuacja w ostatnich miesiącach jest poważna.
Od połowy maja jestem pacjentem onkologicznym i tutaj chciałabym ten temat poruszyć. Nie dla wzbudzania litości, ani mi to w głowie. Wręcz przeciwnie- dla pokrzepienia. Posty będą także dla osób, które potrzebują informacji/ odrobiny wiedzy z tematu okołoonkologicznego. Oczywiście wszystko oparte tylko i wyłącznie na moich osobistych doświadczeniach.
Domyślam się, że nie jest to temat łatwy i przyjemny do czytania, natomiast liczę na to, że Ci do których trafią moje teksty, docenią tę formę.
Od początku i w skrócie:
- Diagnoza - rak jelita grubego z przerzutami do 2 węzłów chłonnych.
- Objawy - wyczuwalny guz w badaniu palpacyjnym, anemia (bardzo niski poziom hemoglobiny), ból brzucha, niedrożność jelit, permanentne zmęczenie i osłabienie organizmu.
- Przebieg leczenia - leczenie operacyjne (hemikolektomia prawa) + leczenie uzupełniające (radykalna chemioterapia przez ok. pół roku). W trakcie.
To, co najważniejsze na ten temat to to, że na wszystko trzeba dać sobie i bliskim czas.
Kiedy usłyszałam diagnozę byłam przerażona. Przerażeni byli także wszyscy moi bliscy. Mam wrażenie, że co niektórzy do tej pory są w szoku. W moim przypadku ważne było to, żeby pozwolić sobie na wewnętrzną żałobę- dozwolony był zły humor, rozdrażnienie, płacz. Innym też taki czas nie zaszkodzi. U nas trwało to kilka dni. A potem musiałam się zabrać do roboty! Na szczęście wokół mnie są osoby, które nawet jeśli sama nie miałam mocy do działania- Oni mieli moc, by pchać ten wózek dalej.
W perspektywie czasu wiem, że osoby wspierające też powinny mieć przestrzeń do przeżywania tej sytuacji na swój sposób. One także potrzebują wsparcia! Często myśli się tylko o chorującym. To błąd! Jeżeli żyje się razem- trzeba wspierać się nawzajem. Chorujący jest oczywiście ważny i należy skupiać się leczeniu, natomiast to jest typowa praca zadaniowa. Wspieranie się w chorobie jest najważniejsze, zaraz obok pozytywnego nastawienia :)
Operacja przebiegła szybko. Lekarze stanęli na wysokości zadania- zwłaszcza jeden doktor, który przejął mój przypadek i zaopiekował się mną. Podczas operacji nie usunięto tylko guza. Wycięto także zapas zdrowego jelita z obu stron, wyrostek robaczkowy oraz 21 węzłów chłonnych.
To ważne, aby w trakcie takiej operacji lekarze pobrali możliwie dużo materiału, aby zminimalizować obręb, w którym komórki rakowe wystąpiły. Czasami zdarza się, że w trakcie zabiegu trzeba wyłonić stomię. Na szczęście w moim przypadku lekarzom udało się zespolić jelito i cały układ pokarmowy jest z powrotem naprawiony.
Po operacji bardzo istotna jest dieta. Ale o tym myślę, że należałoby napisać osobny tekst. Osobiście trafiałam na ogrom podzielonych zdań, jak powinnam się odżywiać... Temat ciągnął się długo, aż w końcu osiągnęłam porozumienie ze swoim organizmem :)
I na tym zakończę dzisiejszy post.
Przedstawiłam Wam pokrótce swoją obecną sytuację.
Myślę, że to i tak dużo informacji jak na pierwszy rzut :)
Kolejne publikacje będą na temat diety, poszukiwania informacji przez pacjenta oraz zasięgania konsultacji lekarskich.
Czy jest coś, co Was może interesuje w temacie choroby onkologicznej, czy macie jakieś pytania dotyczące tej strefy? Ile będę mogła, pomogę.
Ana.

Podziwiam, za to, że zdecydowałaś się napisać o swojej chorobie i etapach, przez które przechodziłaś.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się Twoje - zadaniowe wręcz podejście. Wiesz czego chcesz, "nie złożyłaś broni" tylko walczysz o lepszą przyszłość! Życzę dużo zdrowia. Przesyłam ogrom pozytywnej energii :)
Pozdrawiam serdecznie!
To prawda, wiem czego chcę- chcę żyć! Dlatego się nie poddaję, walczę mimo osłabienia, mimo ciężkich momentów. Dodatkowo: staram się utrzymać pozytywne nastawienie i przede wszystkim żyć, tak jak przed chorobą 🙂 chodzę do pracy, na zakupy, na obiad do restauracji, spotykam się z ludźmi... tak. Choroba i leczenie to moja misja, którą muszę wykonać zadaniowo. Cel jest bliski, jest o co walczyć 🙂
UsuńBtw.: dziękuję za przeczytanie tekstu i komentarz, bałam się trochę odbioru tego posta ❤
Aż nie wiem co napisać. Sama sporo odchorowałam, w sumie od dzieciństwa, na szczęście nowotwór mnie nie dotknął. Dotknął osoby w mojej rodzinie, ale wszystko skończyło się dobrze. Miałam kilka przypadków też, że rodzinę przygotowali na pożegnanie się ze mną, ale miałam żyć ;) Wiara czyni cuda, a ja wierzę. Dasz radę, dużo zdrowia ❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńPięknie dziękuję ❤ wierzę, że i u mnie wszystko skończy się dobrze 🙂 pozdrawiam ciepło!
Usuńmam nadzieję że wszystko będzie dobrze i pamiętaj że koniec leczenia w szpitalu to nie koniec leczenia w ogóle! zapisz się od razu na termin rehabilitacji onkologicznej dopasowanej do twojego schorzenia, żeby wydobrzeć w pełni i wrócić do absolutnego zdrowia!
OdpowiedzUsuńPrześlij komentarz